sd logo

Wrogi design to niewielkie elementy infrastruktury miejskiej o wielkiej mocy. Niewygodne ławki, najeżone parapety, niefunkcjonalne meble miejskie tworzą dyskretny mechanizm przemocy infrastrukturalnej – budują podziały społeczne i godzą we wspólnotę. Czym jest wrogi design? W jaki sposób projektanci ponoszą za niego odpowiedzialność? Komentarz Mateusza Halawy, socjologa, kierownika zespołu nauk humanistycznych i społecznych w School of Form Uniwersytetu SWPS.

Stuart Semple, brytyjski artysta i kurator sztuki, pewnego dnia powiedział: dość. Dość wrogiej architekturze (hostile design): najeżonej, z kolcami i pretensjami do bycia estetyczną, ale nie funkcjonalną. Czara goryczy przelała się, gdy w jego rodzinnym mieście, Bournemouth, na ławkach zainstalowano metalowe obręcze, które miały uniemożliwiać bezdomnym spanie na nich. Wtedy Semple wszystkich ludzi, którym dobro przestrzeni publicznej leży na sercu, wezwał do bojkotu chorobliwych artefaktów wrogiego designu. A jest ich niemało, o czym można przekonać się, odwiedzając stworzoną przez niego stronę Hostiledesign.org, gdzie w zakładce „Design crime gallery” znajdują się co smakowitsze przykłady wrogiego designu nadsyłane przez internautów z całego świata. Kolce na parapetach – siadanie surowo wzbronione ludziom i zwierzętom. Ławki bez oparcia albo z metalowymi podziałkami – w miejscu publicznym nie wolno leżeć, zwłaszcza bezdomnym. Schody z blokadami – deskorolkowcy nie są tu mile widziani. Meble miejskie – ich przeznaczenie trudno odgadnąć.

Semple nazywa hostile design, czyli wrogi design, „projektowaniem wymierzonym w człowieczeństwo (…), które ma za zadanie usunąć pewne grupy społeczne z przestrzeni publicznej”. Według artysty jest to typ projektowania zagrażający wolności człowieka i należy wobec niego zachować szczególną czujność. Czym w istocie jest hostile design i czy radykalna definicja Semple’a odpowiada rzeczywistości?

Czym jest wrogi design

Hostile design jest to projektowanie obiektów, dzięki którym można modelować zachowania w przestrzeni miejskiej, np. wymuszać jedne, a innym zapobiegać, zgodnie z intencjami ich twórcy. – Projektowanie otwiera przed użytkownikami i użytkowniczkami nowe możliwości, ale jednocześnie zamyka na wiele innych. Jest ono formą inżynierii społecznej – modeluje zachowania w pożądanym przez projektanta i zleceniodawców kierunku. W tym ujęciu design zawsze jest polityczny. We wrogim projektowaniu dochodzi jeszcze wątek kontroli społecznej, którą wcielają w życie niektóre grupy dysponujące odpowiednimi środkami i władzą – wyjaśnia Mateusz Halawa.

Zobacz wideo: Projektowanie jako tworzenie świata – Mateusz Halawa

Inżynieria społeczna w duecie z potrzebą sprawowania kontroli nad użytkowniczkami i użytkownikami przestrzeni publicznej może prowadzić do rozwoju niepokojących zjawisk, takich jak właśnie hostile design. Jego korzenie sięgają XIX wieku. Wtedy jeszcze nic nie zwiastowało przemocy infrastrukturalnej, której niejednokrotnie doświadczają mieszkańcy współczesnych miast. W tamtym czasie miejskie ciemności rozjaśniły latarnie uliczne – wystarczyło tak niewiele, by ludzie poczuli się bezpieczniej, a przestępczość spadła. Wraz z rozwojem miast pojawiały się kolejne, subtelne elementy ich infrastruktury: metalowe barierki uniemożliwiające parkowanie w niedozwolonym miejscu czy progi zwalniające umieszczone przed przejściem dla pieszych. Wreszcie monitoring, który dobrze odzwierciedla dwuznaczną naturę wrogiego designu – z jednej strony zwiększa poziom bezpieczeństwa, z drugiej jest miękkim narzędziem kontroli i inwigilacji.

Inżynieria i kontrola społeczna, czyli mocny trzon hostile design, tkwiły również u podstaw programu Crime Prevention throug Enviromental Design (CPTED), który w latach 70. ubiegłego wieku stworzył duet w składzie: kryminolog C. Ray Jefferey i architekt Oscar Newman. CPTED to metoda zapobiegania przestępczości przez kształtowanie przestrzeni, w której kluczowe są: kontrola dostępu, kontrola społeczna oraz wzmocnienie roli terytorium. W tym ujęciu drugoplanowy pozostaje czynnik społeczny – czyli jak ludzie będą korzystać z tej przestrzeni i czy będą się w niej dobrze czuć.

Dopiero druga generacja CPTED przyznała, że założenia programu okazały się mylne. Wśród tych, którzy uderzyli się w pierś, byli Gregory Saville i Gerard Cleveland, kryminolodzy ściśle związani ze środowiskiem projektanckim: „Druga generacja CPTED uznaje, że najbardziej cenne aspekty bezpieczeństwa społeczności znajdują się nie w konstrukcjach z cegieł i zaprawy murarskiej, lecz raczej w strukturach rodziny, myślenia i, co najważniejsze, zachowań. Możemy wynieść korzyść, poczynając od zbadania fizycznych aspektów miejsca, ale musimy skończyć, patrząc na społeczne aspekty domu i sąsiedztwa — środowiska, które ma wpływ”.

Wrogie formy designu zdają się nawiązywać do pierwszej generacji CPTED. Stanowią one nie tylko formę kontroli, lecz także narzędzie wykluczenia niepożądanych grup społecznych z przestrzeni publicznej. Sztandarowym już przykładem hostile design jest droga ekspresowa na nowojorską wyspę Long Island, zaprojektowana przez Roberta Mosesa w latach 30. ubiegłego wieku. Droga jak droga – można pomyśleć, zerkając na archiwalne zdjęcia. Wprawne oko zauważy jednak, że wiadukt jest bardzo niski. Mogą pod nim przejechać wyłącznie samochody osobowe należące wówczas do wyższej klasy średniej. Autobusami poruszała się biedniejsza, przeważnie czarnoskóra, ludność. Wypoczynek na złocistych plażach Long Island – tak, ale dla wybrańców o jasnym odcieniu skóry i zasobnym portfelu.

Projektowanie otwiera przed użytkownikami i użytkowniczkami nowe możliwości, ale jednocześnie zamyka na wiele innych. Jest ono formą inżynierii społecznej – modeluje zachowania w pożądanym przez projektanta i zleceniodawców kierunku.

Jak działa algorytm wykluczenia

Współczesną, najbardziej wyrazista formą oddziaływania wrogiego designu są rozwiązania, które mają uniemożliwić osobom bezdomnym przebywanie w centrach miast. – Ławka zaprojektowana tak, że uniemożliwia bezdomnym sen w ciepłym i bezpiecznym miejscu, to przykład programowania przestrzeni, który jednych do niej włącza, a drugich z niej wyklucza. Materializuje ona podział i jak każdy obiekt nie jest neutralna, tylko polityczna. Takie przedmioty powinny skłaniać nas do stawiania pytań: w jaki sposób jako zbiorowość chcemy się troszczyć o innych i o wspólną przestrzeń – tłumaczy Mateusz Halawa. – Oczywiście wolałbym, żeby najeżonych ławek w ogóle nie było, ale inaczej spojrzę na taką, która odsyła osobę bezdomną do pobliskiego bezpiecznego i dostępnego schroniska oraz dobrze funkcjonujących mechanizmów wsparcia. Inaczej zaś na taką, która skazuje na tułaczkę w mroźną noc. Istnieją też przykłady wrogiego designu, który prawdopodobnie zaakceptowałaby większość społeczeństwa, bo w istocie on mu służy. Przykładem mogłaby być bariera wokół lotniska, która uniemożliwiałaby prywatnym dronom zabawkom latanie nad nim. Większość osób pewnie się zgodzi, że to dobry pomysł, bo choć ogranicza on wolność użytkowników dronów, to znacząco podnosi poziom bezpieczeństwa samolotów pasażerskich.

Odpowiedzialność projektanta

Ktoś je przecież zaprojektował – ławki, meble miejskie, wiaty przystankowe. „Ktoś”, czyli projektant. Naturalnie nasuwa się pytanie o odpowiedzialność projektanta za przestrzeń publiczną. To on przez swoje decyzje projektowe może dać użytkownikowi i użytkowniczce wybór, ale też go odebrać.

– Projektant zawsze powinien poczuwać się do odpowiedzialności za swój projekt i już na etapie edukacji uczyć się nie tylko kształtowania estetycznych form, ale też budować świadomość polityczności i etyczności swoich działań. Skala i intensywność oddziaływania projektanta na społeczeństwo jest większa niż przeciętnego człowieka. Jego lub jej projekty zostają zmultiplikowane setki, tysiące razy. Żyją one potem w oderwaniu od swojego twórcy, ale nie od jego intencji. Bo przedmioty wcielają moralne założenia, ucieleśniają politycznego wizje tzw. dobrego życia – tłumaczy Mateusz Halawa. – Pamiętajmy, że odpowiedzialność projektanta nie jest jednostkowa. Nie pracuje on w oderwaniu od społeczności, lecz w złożonej relacji z nią. Ławka, która w zamierzeniu ma usunąć z pola widzenia bezdomnych, nie jest wyrazem wyjątkowej złośliwości pojedynczego projektanta, lecz wytworem pewnej kultury politycznej i sposobu myślenia o wspólnym dobru. Jako obywatele również jesteśmy odpowiedzialni za to, jak wygląda przestrzeń publiczna. To my przecież wybieramy polityków, na których zlecenie i za publiczne pieniądze często pracują projektanci.

Wszyscy jesteśmy twórcami wrogiego designu?

 

258 hateusz halawa bw

Mateusz Halawa – kierownik zespołu humanistyki i ;nauk społecznych School of Form ;Uniwersytetu SWPS. Skończył socjologię na Uniwersytecie Warszawskim. Jest doktorantem na Wydziale Antropologii The New School for Social Research w Nowym Jorku, gdzie pracował ze studentami Parsons School of Design oraz z zespołem Graduate Institute for Design, Ethnography & Social Thought. Asystent w Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, gdzie zajmuje się etnograficznymi badaniami i kulturową analizą życia gospodarczego. Wcześniej był badaczem jakościowym i doradcą strategicznym w Millward Brown. Stypendysta Fulbrighta, Wenner-Gren Foundation i Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Tekst: Ewa Pluta. Zdjęcie: Wikimedia Commons, CC BY 2.0.